Florentyna i Konstanty 1916-1924.

Autorka zabiera nas na początek XX wieku, do czasów kiedy Polski nie było na mapie świata. Opisuje życie rodzin w tamtych czasach oraz zmiany, które miały miejsce. Kobiety rezygnowały z noszenia gorsetów, popularne panie zaczynały nosić spodnie, mężczyźni zaczynali spać w piżamach, zamiast w koszulach nocnych. Poza tym ludzie zaczynali rozmawiać o prawie kobiet do głosowania w wyborach i zarządzania pieniędzmi.

Główni bohaterowie mają już jedną córkę, a Flora jest w kolejnej ciąży. Mieszkają z ojcem Flory i służbą. Wiodą z pozoru normalne życie. Jednak Polska znajduje się pod zaborami, a Polacy wciąż pamiętają kim są. Kiedy tylko nadarza się okazja, mężczyźni szykują się do powstania. Ryzykują życiem, żeby tylko Polska znów zawitała na mapie.

Niestety wojna nie jest jedynym problemem, który ich dotyka. W kraju panuje epidemia hiszpanki. Nie zdradzę kto zachorował i czy wyzdrowiał. Napiszę tylko, że książkę czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Dla mnie świetna pozycja!

Kupisz tutaj:

Warszawskie dzieci’44

Książek o Powstaniu Warszawskim jest wiele. Nie widziałam jednak jeszcze książki o Powstaniu Warszawskim oczami dziecka.

Chociaż nie jestem pasjonatką historii, z zainteresowaniem wzięłam do ręki tę książkę. Byłam bardzo ciekawa jak wyglądała codzienność dzieci w tamtych czasach. I dowiedziałam się. Brak mleka dla niemowlaków, pełno szczurów, dzieci które rwały się do pomocy armii mimo sprzeciwu rodziców.

Z książki dowiedziałam się bardzo dużo. Na pewno jest tam wiele cennych informacji. I mówię to ja-osoba, która nie interesuje się historią. Jednak minusem jest dla mnie ogromny zbiór cytatów. Chwilami nie wiedziałam czyją książkę czytam. Miałam nadzieję, że autorka w większości sama wypowie się w temacie Powstania Warszawskiego.

Ogólnie książkę oceniam pozytywnie, chociaż liczba cytatów jest sporym minusem. Polecam tę książkę osobom, które nie lubią czytać książek historycznych. Mnie ta książka nie odepchnęła, a wręcz zaciekawiła. Może z Wami będzie tak samo?

ŚWIAT NA CELOWNIKU


 PORADNIK CZY REPORTAŻ?

Trudno jest zdefiniować kategorię tej książki. Z jednej strony jest to poradnik, z drugiej reportaż. Naval radzi jak przygotować się do podróży, na co zwracać uwagę wybierając kraj docelowy, a jednocześnie pisze o własnych doświadczeniach.

O CZYM?

W pierwszej części książki autor pokazuje m.in. jak skutecznie przygotować plan podróży i czym możemy przypłacić nietrzymanie się planu. Dostajemy też wykaz rzeczy, które autor zabiera na każdą wyprawę, co może nam pomóc w planowaniu własnej podróży. Każdy rozdział książki to inne porady podróżnicze. Druga część poświęcona jest pobytowi w kraju docelowym. Autor radzi jak zwiedzać, na co zwracać uwagę, czego unikać.

Czasem jedna podróż opisana jest w kilku rozdziałach. Autor nie dzieli książki na rozdziały pod kątem krajów, tylko etapów i zadań podróżniczych. Dając nam rady, przy okazji opisuje swoje podróże. Dzięki temu możemy dowiedzieć się jak podróżuje żołnierz GROM-u, jakie miejsca zwiedza, gdzie przebywa i jakie przeżywa przygody. Dowiadujemy się także jakie niespodziewane sytuacje mogą nas spotkać w różnych miejscach, zależnie od kraju. Możemy przeczytać m.in o wyprawie do Chile, Indii, Niemiec i Pakistanu.

MOJA OPINIA

Cała książka napisana jest lekki językiem, dzięki czemu przyjemnie się ją czyta. Ogromnym plusem jest mnóstwo zdjęć z różnych krajów, które zwiedzał autor. Trochę brakowało mi dokładnego opisu akcji i miejsc pobytu Navala, ale podobno są opisane w poprzedniej książce.


 

OŚWIECENIE CZY PSYCHOZA?

Po czym poznać, czy wizje i odczucia są oznaką naszego rozwoju, czy choroby? Za sprawą rozwoju duchowego możemy osiągnąć głęboki wgląd w siebie, spojrzeć z dystansem na otaczający nas świat, ale możemy też poważnie nadszarpnąć zdrowie. Autor książki wprowadza nas w świat duchowości: szans i zagrożeń z nią związanych.

„ Gjaco wyjaśnił jednak, że dzięki naukom religijnym nadal potrafi współczuć tym, którzy go więzili i rozumie, że oni teraz cierpią”

„Czyli gdyby Christie powiedziała, że ma się przebić noże, zrobiłby to bez wahania”.

MISTRZ I UCZEŃ

Możemy prześledzić losy Iana-mężczyzny, który zagubił się na drodze rozwoju. Pragnął zmiany. Ślepo zaufał swojemu guru i bez zastanowienia wykonywał jego polecenia. Nie poddawał krytyce jego postawy, chociaż ten często nie przestrzegał przyjętych przez buddyzm zasad. Skutki tego były tragiczne.

Autor przedstawia temat także od drugiej strony. Opisuje życie osób, które chciały podążać drogą Buddy. Z czasem jednak ich chęć oświecenia przemieniła się w dążenie do osiągnięcia władzy i otrzymania od innych osób uznania i podziwu. Próbowały uwolnić się od ego, a tymczasem wpadły w pułapkę. Uważały, że są oświecone, lepsze od innych, ale już takie myślenie pokazuje, że ego działa i ma się dobrze.

„Wiedziała, że drugie Wielkie Odosobnienie, które miało się rozpocząć już za rok, będzie sprawdzianem dla niej jako przywódczyni duchowej. Choć stała się sławna jako głosicielka mądrości Roacha, teraz, żeby traktowano ją poważnie. Musiała stworzyć własną szkołę”

MOJA OPINIA

Uważam, że książka jest dość interesująca. Co prawda nie dowiedziałam się z niej wiele nowego, ale to dlatego, że swego czasu byłam mocno zaangażowana w poznawanie buddyzmu. Osoby, które nie siedziały w tym głęboko, na pewno dostaną wiele ciekawych informacji.

Czasami kartkowałam książkę bez czytania, Nudziły mnie wątki historyczne, ale już taka moja natura 🙂

Wyspa potępionych

Ciekawa książka pokazująca jak w XIX wieku żyły osoby z marginesu społecznego, czyli chorzy, bezdomni, o innym niż biały kolorze skóry, przestępcy. Przestępcy to za dużo powiedziane. Chociaż trafiali do domu poprawczego, nie wszystkich tak bym nazwała. Można było tam trafić chociażby za włóczęgostwo.

Czytając tę książkę czułam głównie obrzydzenie i współczucie. Obrzydzenie do warunków, w jakich przetrzymywano podopiecznych, a współczucie do osób, które zdecydowały się spędzić tam swoje życie. Chociaż wydaje się, że trafili pod dobrą opiekę, naprawdę na co dzień towarzyszyła im bieda, brud, choroby i złe traktowanie. Kiedy nadszedł dzień kąpieli, podopieczni kąpali się w tej samej wodzie. Osoby kierujące zakładem uznały, że zmiana wody byłaby zbyt kosztowna.

„Gdyby wszystkie kobiety były względnie zdrowe i czyste, byłaby tylko obrzydliwa, ale parę kobiet mogło bawić się swoim kałem, inne mogły mieć wszy, a jeszcze inne syfilityczne wrzody na skórze”.

Dla mnie przerażające jest to, że tak łatwo było trafić do zakładu dla obłąkanych. Mógł tam trafić właściwie każdy. Niektórzy byli tam zwabiani podstępem, jak bohaterka książki – Siostra Mary.

Rozejrzyj się wokół siebie, nie będę cię już dłużej oszukiwała. To jest zakład dla obłąkanych”.

Zakład dla Obłąkanych podzielony był na kilka kategorii. Jedną z nich  byli „idioci i epileptycy. W tamtych czasach epileptyków uważano upośledzonych. Na szczęście to przekonanie powoli mija.

„Klasa 2 grupowała „idiotów i epileptyków”. W XIX wieku idiotami nazywano osoby z upośledzeniem umysłowym, a epileptyków nie tylko uważano za dotkniętych obłędem, lecz także oddzielano od „zwykłych obłąkanych”, ponieważ sądzono, że mają skłonność do przemocy i przestępstw oraz generalnie stanowią „bardzo mało obiecującą kategorię pacjentów”.

Polecam tę książkę osobom, które chcą wiedzieć więcej o tym, jak działała pomoc państwa, szczególnie w zakresie medycyny w XIX wieku. Nie jest to książka przyjemna, należy przygotować się nawet na mdłości. Poza tym może być ciężko dobrnąć do końca z powodu sposobu, w jaki została napisana książka. Ja nie dałam rady.

Klub czytelnika-Koszmar arabskich służących

Czytaliście tę książkę? Mnie bardzo poruszyła. Chwilami chciałam przerwać czytanie. Tak bardzo było mi żal bohaterek. Są takimi ludźmi jak wszyscy inni, a w miejscu pracy traktowane są jak ludzie drugiej kategorii. Tylko dlatego, że pracują sprzątając i gotując? Czy może dlatego, że w ich kraju panuje bieda i musiały przylecieć do Arabii Saudyjskiej, żeby zarobić pieniądze?

Nie umiałam pogodzić się ze śmiercią bohaterki. Jasne, że w takich momentach człowiek myśli „Po co one tam leciały?”, ale kto o tym wiedział wcześniej? Druga bohaterka trafiła do bardzo życzliwych osób, ale i tak cierpiała bo nie wiedziała, co dzieje się z siostrą, a raczej wiedziała, ale tylko tyle, że jest źle. Nie miała jak pomóc.

Niestety siostrzana miłość nie zwyciężyła. Chociaż siostry bardzo się kochały, nie poradziły sobie z okrucieństwem innych osób.

A Wy jak odbieracie tę historię? Piszcie w komentarzach.

Koszmar arabskich służących

Książka „Koszmar arabskich służących” jest pierwszą książką Marcina Margielewskiego, jaką przeczytałam.Na pewno nie ostatnią.

Autor przekonuje mieszkankę Indonezji do podzielenia się historią swojej rodziny. Mama i ciocia bohaterki poleciały do Arabii Saudyjskiej do pracy. W ich kraju panowała bieda. Często one i ich bliscy chodzili głodni.Siostry wybrały się do Arabii Saudyjskiej z myślą, że będą mogły razem pracować jako masażystki w hotelu. To, co zastały na miejscu było zupełnie inne niż ich oczekiwania. Trafiły do prywatnych domów. Zostały kupione na 2 lata. Odebrano im paszporty, a ich właściciele mogli zrobić z nimi, co chcieli. Nie miały nic do powiedzenia.

Autor opisuje pracę w Arabii z dwóch perspektyw. Siostry trafiły do dwóch kompletnie różnych rodzin. To, co przeżywają to dwa różne światy. Możemy zobaczyć jak wygląda praca Arabii Saudyjskiej i przekonać się jak bardzo życie przyszłych pracowników zależy od ludzi, na których trafią. Mieszkańcy tego samego kraju, wyznawcy Islamu zupełnie inaczej traktują bliźnich . Dla jednych mieszkaniec Indonezji jest zwyczajnym pracownikiem, który ma swoje prawa i obowiązki, dla innych jest nic niewartym nabytkiem, z którym można zrobić wszystko, na co ma się ochotę.

„-Ale ja uciekałam bo on mnie tak strasznie bił…”

Poza przybliżeniem tematu pracy, autor opisuje codzienne życie mieszkańców Arabii Saudyjskiej. Pokazuje z jakimi problemami muszą się na co dzień mierzyć, co ich smuci, a co uszczęśliwia. Pokazuje ich stosunek do Islamu, który nie zawsze jest taki, jak mogłoby się wydawać. W tym kraju nie ma miejsca na wolność religijną. Nawet jeśli nie popierasz zasad Islamu, musisz udawać, że jesteś zagorzałym wyznawcą tej religii. Jedna z bohaterek książki stara się sprzeciwić zmuszaniu innych do przestrzegania bezsensownych (według niej) zasad.

„Pierwszym ogniskiem zapalnym było niemuzułmańskie imię, jakie młodzi małżonkowie nadali swojej pierworodnej córce”.

Ta książka wywołała we mnie ogromny sprzeciw. Były momenty, że chciałam ją odłożyć, nie chciałam już czytać o takim traktowaniu drugiego człowieka. Nie mieści mi się w głowie, jak można mieć taki stosunek do ludzi.

Mimo, że jest bardzo smutna, polecam!

Jestem mordercą

„Jestem mordercą” to książka, w której autor opisuje swoje życie na różnych jego etapach. Pisze o serii brutalnych morderstw, których się dopuścił, opisuje także pobyt w więzieniu. Nie potrzeba dużo czasu, żeby zobaczyć, że główny bohater jest zwyrodnialcem. Sprawianie bólu, cierpienia, patrzenie jak ktoś umiera sprawia mu przyjemność.

Autor opowiada o swoim trudnym i smutnym dzieciństwie. Opisuje biedę i samotność, której doświadczył jako dziecko. Dzieli się z czytelnikiem swoim pobytem w domu dziecka. Opowiada o przemocy, którą wobec niego stosowano. Za wszelką cenę chciał wyrwać się z bidula. Nie podobało mu się ciągłe podporządkowywanie nauczycielom, jedzenie i chodzenie spać na zawołanie. Chciał mieć władzę nad innymi. Czuł, że ją ma, kiedy zabijał.

Sięgnęłam po tę książkę ponieważ myślałam, że opisany jest w niej sposób funkcjonowania mordercy, a zwłaszcza jego psychika. Tymczasem autor opisuje swoje codzienne życie. Sposób w jaki autor pisze kompletnie nie przypadł mi do gustu. Książka napisana jest w sposób chaotyczny, nieuporządkowany. Łatwo jest się pogubić. Wiele razy nie wiedziałam o czym czytam, którego etapu życia dotyczy dany fragment. Jeśli miałabym nie zwracać uwagi na nieczytelną formę książki, powiedziałabym że zainteresuje ona osoby, które lubią czytać o przestępstwach i popełnianych przez nich zbrodniach.